Wojna za pomocą innych środków

Sankcje Zachodu wobec Syrii nie przynoszą żadnych efektów poza zwiększeniem trudności cierpiącego narodu zmęczonego wojną.
Z tarasu na dachu hotelu można podziwiać widok na Aleppo sprzed wojny. Przynajmniej nie widzę stąd ogromnych zniszczeń, nawet gdy mrużę oczy i patrzę na historyczne fortyfikacje miasta i wschodni horyzont. Z dwudziestego drugiego piętra trudno sobie wyobrazić krwawy koszmar, który rozgrywał się, gdy Aleppo było podzielonym miastem.
Przyjazny kelner nawiązuje rozmowę na pustym tarasie na dachu. Gdy pytam, gdzie mieszka, wskazuje na Al-Midan, gdzie mieszka wielu chrześcijan z Aleppo. Podczas wojny domowej centrum miasta znajdowało się na linii frontu między siłami rządowymi a rebeliantami. Większość ludzi uciekła z tego obszaru. Wielu nigdy nie powróciło.

Wojna ekonomiczna
Walki w Aleppo ustały już dawno, ale kelner twierdzi, że wojna nadal trwa: - Teraz jest to wojna ekonomiczna. Ma na myśli międzynarodowe sankcje wobec Syrii. Twierdzi, że nie wierzy w żadną przyszłość dla Syrii, dopóki obecna sytuacja będzie się utrzymywać. Podczas mojego pobytu słyszałem tę samą wiadomość kilkakrotnie.
Zaledwie siedem lat po tym, jak siły rządowe, przy pomocy Rosji i Iranu, odbiły wschodnie Aleppo, Syria nadal jest celem licznych sankcji gospodarczych nałożonych przez UE, USA i inne kraje. Niektóre z nich mają na celu osoby znajdujące się w otoczeniu reżimu syryjskiego, odpowiedzialne za poważne naruszenia praw człowieka i przestępstwa. Inne środki wpływają na handel Syrii ze światem zewnętrznym poprzez embarga i ograniczenia handlowe, a także wykluczenie z międzynarodowego systemu bankowego.
Siedzenie bezpieczniejsze niż kiedykolwiek
Na Zachodzie panuje przekonanie, że reżim Asada musi osiągnąć rozwiązanie polityczne z opozycją, zanim będzie możliwa normalizacja stosunków z Syrią (wcześniej często mówiono, że Asad powinien ustąpić). Niewiele jednak wskazuje na to, że trwające negocjacje pod auspicjami ONZ, kierowane przez norweskiego dyplomatę Geira O. Pedersena, przyniosą jakiekolwiek efekty. Bo jeśli ktokolwiek może zostać uznany za zwycięzcę wojny w Syrii, to jest to dyktator, przeciwko któremu skierowane było powstanie wiosną 2011 roku. Bashar al-Assad czuje się dziś pewniej niż kiedykolwiek po Arabskiej Wiośnie. Integralność terytorialna Syrii jest podważana przez rebeliantów, milicje kurdyjskie, Turcję, Stany Zjednoczone, Iran, Rosję i Izrael. Ale Assad rządzi większością kraju. Tereny zajmowane przez rebeliantów zostały zamienione w gruzy, a wielu z tych, którzy tam mieszkali, zostało wypędzonych. Czujne oko na portretach Assada podąża za tymi, którzy pozostają wszędzie, w sferze publicznej i daleko w sferze prywatnej.

Miliony potrzebują emergency response
Większość Syryjczyków potrzebuje emergency response , zgodnie z ONZ. Duża część kraju nadal leży w ruinie. Ponad pięć milionów Syryjczyków uciekło za granicę. Głęboki kryzys humanitarny i gospodarczy, w którym znalazła się Syria, jest oczywiście bezpośrednim skutkiem wieloletniej wojny. Autorytarne rządy i korupcja są również nieodłączną częścią sześćdziesięcioletniej historii państwa rządzonego przez partię Baas. Jednocześnie sankcje Zachodu dotykają również zwykłych Syryjczyków. Teraz musieli przetrwać kolejną zimę, bo trudno znaleźć naftę. Sankcje wpływają na możliwość podróżowania, robienia zakupów, dostępu do towarów, opieki zdrowotnej i innych elementów infrastruktury publicznej. Hiperinflacja pochłania płace i oszczędności. Rekonstrukcja się nie powiodła.

Paradoksy
Z sankcjami wobec Syrii wiąże się kilka paradoksów. Mają one na celu osłabienie reżimu, ale jednocześnie dają mu okazję do przerzucenia na Zachód ciężaru odpowiedzialności za impas gospodarczy – i niezadowolenie ludzi. Jednocześnie wiele krajów, które najaktywniej zabiegają o sankcje, to także te, które udzielają temu krajowi najwięcej pomocy humanitarnej. Kusząca jest myśl o rzuceniu. Sankcje w żaden sposób nie zmniejszą potrzeby niesienia pomocy humanitarnej. Sankcje ograniczają również działalność humanitarną.
Najbardziej kompleksowym pakietem sankcji przeciwko Syrii jest amerykańska ustawa „Caesar Act”, która weszła w życie w 2020 r. Oprócz surowych ograniczeń w handlu z Syrią, ustawa ta dopuszcza również środki karne wobec państw trzecich i firm, które nie przestrzegają reżimu sankcji. „Cezar” to kryptonim syryjskiego fotografa policyjnego, który zbiegł i przemycił zdjęcia tysięcy syryjskich więźniów, którzy byli maltretowani i głodzeni na śmierć w lochach reżimu. Ustawa Cezara o ochronie ludności cywilnej w Syrii to pełna nazwa ustawy sankcjonującej, która nakłada poważne przeszkody materialne i finansowe na odbudowę Syrii. Nadal jednak nie jest jasne, w jaki sposób ustawa będzie chronić syryjskich cywilów.
Strach przed utratą twarzy
Podczas gdy świat arabski normalizuje stosunki z Syrią, państwa zachodnie nadal stosują sankcje. W przypadku Stanów Zjednoczonych chodzi tu zapewne przede wszystkim o motywy zastępcze. Pod deklarowaną troską o Syryjczyków i ich prawa człowieka kryją się bardziej polityczne interesy, takie jak ograniczenie wpływów sojusznika Syrii, Iranu. Dla niektórych innych krajów utrzymanie sankcji jest zapewne również wynikiem braku wyobraźni politycznej i pola manewru. I strach przed utratą twarzy: głęboko zakorzenione jest przyznanie, że ambicje dotyczące Syrii nie ziściły się.
Nie ma powodu, aby normalizować stosunki z reżimem, który dopuszcza się potwornych nadużyć wobec własnego społeczeństwa. Jeśli jednak interesy ludności Syrii mają być ważniejsze niż prestiż Zachodu, wszystkie kraje objęte sankcjami powinny zastanowić się, w jaki sposób zlikwidować środki, które szkodzą przede wszystkim zwykłym ludziom. Dotyczy to również Norwegii. Naturalnym początkiem byłoby zakwestionowanie przez naszych sojuszników intencji stojących za sankcjami i ich skutków.
